Strony

niedziela, 21 października 2012

Ankiety

Moje pierwsze ćwiczenie terenowe - przeprowadzić pięć ankiet na temat życia na osiedlu i coś tam jeszcze, o zaufaniu do prezydenta na przykład. Wybrałyśmy się dwie na określone miejsce, konkretną ulicę i zaczęłyśmy... Początki sprawiały pewne kłopoty, ale później tak doszłam do wprawy, taka byłam miła i uśmiechnięta, zachęcając do udziału w ankiecie, że już sama nie wiem czy mój urok osobisty ich przekonał, czy może mieli dobre serce.

Najpierw trafiłyśmy na zaspanych studentów. Jest, chłopak powiedział, że nam pomoże! Zaprosił do środka i zachęcił, żeby gdzieś usiąść. Gdzieś, bo miejsca prawie nie było po imprezie. Bałagan totalny. Mój wybawca, który przełamał lody z tymi ankietami, mieszka tam dopiero dwa tygodnie. Czyli prawie nic nie wiedział o osiedlu, co tam. Pierwsza ankieta prawie w całości. Prawie, bo nie miałam już siły czytać wszystkich pytań - toż to zajęcie na pół godziny! Pouzupełniam później, ważne, że mam namiary na tych ludzi: imię, nazwisko, adres, czasem numer telefonu. Także w razie kontroli - byłam, przeprowadzałam ankietę!

Później sympatyczna emerytka, emeryt... nie dosłyszał, chyba nie bardzo zrozumiał, skąd mnie przysłali i takie tam, bo jak spytałam czy dostanę jego numer telefonu, to się roześmiał i powiedział, że taka ładna pani, to może do niego dzwonić. Jeszcze pani w średnim wieku i kobieta, której przeszkadzały drzewa. Wszystkie i wszędzie. O ile poprzednicy mówili, że podoba im się osiedle, bo dużo zieleni, o tyle ta osóbka narzekała na drzewa, liście i jak rozpoczęła swój monolog na temat wszystkiego, co rośnie, to myślałam, że korzenie tam zapuszczę. 

Można spotkać różnych ludzi. I ta różnorodność jest fajna. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz