Najpierw trafiłyśmy na zaspanych studentów. Jest, chłopak powiedział, że nam pomoże! Zaprosił do środka i zachęcił, żeby gdzieś usiąść. Gdzieś, bo miejsca prawie nie było po imprezie. Bałagan totalny. Mój wybawca, który przełamał lody z tymi ankietami, mieszka tam dopiero dwa tygodnie. Czyli prawie nic nie wiedział o osiedlu, co tam. Pierwsza ankieta prawie w całości. Prawie, bo nie miałam już siły czytać wszystkich pytań - toż to zajęcie na pół godziny! Pouzupełniam później, ważne, że mam namiary na tych ludzi: imię, nazwisko, adres, czasem numer telefonu. Także w razie kontroli - byłam, przeprowadzałam ankietę!
Później sympatyczna emerytka, emeryt... nie dosłyszał, chyba nie bardzo zrozumiał, skąd mnie przysłali i takie tam, bo jak spytałam czy dostanę jego numer telefonu, to się roześmiał i powiedział, że taka ładna pani, to może do niego dzwonić. Jeszcze pani w średnim wieku i kobieta, której przeszkadzały drzewa. Wszystkie i wszędzie. O ile poprzednicy mówili, że podoba im się osiedle, bo dużo zieleni, o tyle ta osóbka narzekała na drzewa, liście i jak rozpoczęła swój monolog na temat wszystkiego, co rośnie, to myślałam, że korzenie tam zapuszczę.
Można spotkać różnych ludzi. I ta różnorodność jest fajna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz