Strony

środa, 20 listopada 2013

wykład

Siedzimy z Gosią na wykładzie, dopiero się rozpoczął. Wykładowca stoi na środku auli i nas liczy, ponieważ zawsze sprawdza obecność, prosząc o zrobienie listy. Wtem Gosia mówi do mnie:
- Ania, pokaż się. Sprawdza obecność.
- Obecność? Będę mieć nieobecność? - szybko się wynurzam z nad ławki, podnoszę rękę i mówię głośno: "jestem!"
Facet patrzy na mnie jak na wariatkę, nawet przerwał liczenie i zawiesił wzrok na mnie. On patrzy, ja patrzę. Aaaa ja Cię zabiję, Gosiu!

piątek, 15 listopada 2013

WF

Siedzę na ławce, zmieniam buty.
- Jak ty się dzisiaj ładnie uczesałaś! - krzyczy Aneta.
- Dzisiaj? Tylko dzisiaj...? - zastanawiam się, czemu użyła słowa dzisiaj.
Rozmowie przysłuchuje się siedzący prawie na przeciwko mnie Andrzej. Widzę, że na mnie zerka.
- Ładnie! A nie rozwali ci się ten kok?
- Skąd mam wiedzieć - uśmiecham się - może wytrzyma.
Nagle odzywa się ten chłopak:
- Może dziś spotka miłość swojego życia...
Wszystkie oczy aż trzech osób skierowały się na niego. Reszta dziewczyn była już w szatni. Każda z nas pierwszy raz go dzisiaj zobaczyła, bo przyszedł odrabiać jakiś zaległy wuef na nasze zajęcia. Myślę, co mu powiedzieć, bo nieźle mnie tym zaskoczył. W końcu niecodziennie słyszy się coś takiego. Ubiega mnie Gosia:
- Ania chyba już znalazła.

poniedziałek, 28 października 2013

Sklep

Cudownie przyjść 30 minut wcześniej na zajęcia, bo myśleć, że zaczynają się owe 30 minut wcześniej... Poszłam więc do sklepu spożywczego.
- Co podać? - rzecze wąsaty pan.
- Jeszcze się zastanawiam - mówię i myślę: On tu nie ma nic na słono? Nic oprócz paluszków i chipsów? Ooo, są pizzerki, ale z pieczarkami... - Która z tych bułek słodkich jest najmniej słodka?
- Ta z jabłkami nie jest taka słodka i ten pączek z jabłkami
Facet, nie wierzę ci. Pączek ma lukier przecież.
- Ok, to poproszę bułkę z jabłkami.
- Coś do napitki?
- Słucham? Aaa, nie, nie, dziękuję.
Wtem odzywa się Gosia z przełomowym żartem dnia:
- Zgódź się.

*

Zaiste, wczoraj rozjechałby mnie samochód na chodniku, a dzisiaj rowerzysta.

Wczoraj stałam na chodniku i zapisywałam w notesie niezbędne informacje do wykonania późniejszej inwentaryzacji urbanistycznej. Czułam się tam bezpieczna, skoro samochody jeżdżą po ulicach, a nie po chodnikach. Prawda? Jakaś kobieta postanowiła zawrócić, wjeżdżając na chodnik (a był dość szeroki), jadąc prosto na mnie! Stoję, patrzę i NIE WIERZĘ! Zrobiłam krok w tył. Tuż przed moim butem zakręciła. Nie zatrąbiła, nie machnęła ręką, nic. Po prostu zawracała...

Dzisiaj, wracając z zajęć, oczywiście idąc CHODNIKIEM, niczego nie świadoma, nagle zostałam pociągnięta przez Gosię na jej stronę. Moja mina pewnie wyrażała mniej więcej tyle, co "???!!!!". Okazało się, że dosłownie z 20 cm za mną był rowerzysta.

czwartek, 24 października 2013

Uśmiech jest piękny

Magister na wykładzie z ochrony środowiska kulturowego rzecze:
- Czy rozpoznają państwo ten odrestaurowany budynek w Łodzi? - i celuje palcem w zdjęcie wyświetlane z rzutnika.
Cisza.
Magister pod nosem:
- Tego się można było spodziewać...

Skoro większość jest z poza Łodzi...

*

Planowanie przestrzenne. Jakże nudne opowieści o składaniu wniosków przed realizacją planu miejscowego. Ćwiczenia o tak późnej porze, jaką jest przedział godzin 16:45 - 18.20 nie sprzyjają koncentracji. Siedzę (plus, że na wygodnym krześle), podpieram głowę ręką i łapię kontakt wzrokowy z panią doktor (aż dziwne, że tak często patrzy w moje oczy - ciekawe co w nich widzi?). Dostrzegam wielką czarną muchę chodzącą po jej kremowej marynarce. Wymieniam liścik z Gosią, która dopiero teraz zauważa tego stworka przyczepionego do ubrania dostojnej pani doktor, lat 30+. Jak wybuchnęłyśmy śmiechem, tak spojrzała na nas owa kobieta i kontynuowała swoje bajki o tym, jak wyprowadzić nas na ludzi (czyt. jak każdy bez wyjątku powinien umieć napisać wniosek w sprawie, chociażby - działki ewidencyjnej, gdyby narodziła się potrzeba wprowadzenia nowego ładu przestrzennego). Wtem, niespodziewanie się wzdrygnęła i prawie krzyknęła:
- Mucha po mnie chodziła, po twarzy!


sobota, 12 października 2013

Pierwsze poranne pranie w akademiku - zaliczone. Drepczę z miską, pytam w recepcji o klucz do pralni. Kobietka myśli, myśli i stwierdza, że nie ma i chyba ktoś jest w pralni. Okej, kieruję się więc w stronę piwnic. Mijam chłopaka niosącego torbę tyle co upranych ubrań, który radośnie woła "czeeeść", choć go nie znam. Po czym zatrzymuje się przede mną, ceremonialnie wyciąga kluczyk z kieszeni i... zaczyna się ze mną droczyć: "Dam ci klucz, jak przybijesz mi piąteczkę!".


poniedziałek, 15 lipca 2013

Ale wtopa!

Stoję na klatce schodowej i zdejmuję folię ochronną z futryn. Słyszę jak ktoś dzwoni domofonem do sąsiadki z naprzeciwka. Już po chwili wspina się po schodach. Nie mój sąsiad, znajomy sąsiadów pewnie. Odwracam głowę w jego stronę i obrzucam go szybkim spojrzeniem, ale całościowo. Nie znam go, ale skądś kojarzę twarz, a może mi się tylko wydaje?
- Dzień dobry! - wołam wesoło, wszakże witam wszystkich, skoro już tam spędzam przedpołudnie.
- Dzień dobry - odpowiada ponuro, ale zupełnie naturalnie i zaraz znika za zakrętem, radośnie witając się z moimi sąsiadkami:
- Szczęść Boże!

czwartek, 25 kwietnia 2013

Zebranie

Na zebraniu w sprawie ćwiczeń terenowych, doktorek omawiał sprawy organizacyjne. Właśnie mówił skład prowadzących ćwiczenia:
- Doktor .... , dr Wiśniewski, dr Kobojek i ja. Też Kobojek.

wtorek, 23 kwietnia 2013

Kiosk

Czekam na Gosię w pracy, w pewnym momencie wchodzi do kiosku mała dziewczyna i pyta:
- Czy są zeszyty w kratkę?
- Tak, a w ile linii? - odpowiada Gosia.

piątek, 29 marca 2013

Wspomnień czar, ulotnych, nieco zapomnianych, a wciąż świeżych i pełnych życia. Na kolejną edycję, już XXIII.

Im bardziej się starasz, tym późniejsze zwycięstwo zyskuje w Twoich oczach, staje się ważniejsze. Czasem trzeba okupić je nie lada wysiłkiem, ogromnym poświęceniem i dużą dawką cierpliwości. Rezygnacją z ulubionych czynności, stopniowo, by nie spłoszyć swojej ludzkiej natury. Smak zwycięstwa przyjemnie łaskocze nasze ego. Jest łykiem spragnionego i umęczonego człowieka. Tym człowiekiem jest każdy, kto stawia przed sobą cel, może nie do końca wierzy w jego osiągnięcie, ale nie opuszcza go nadzieja i siła walki, wraz z potężną ambicją. Wiele wyrzeczeń, wyczulone sumienie na każde odstępstwo, które oddala od upragnionego celu. Nie należy się poddawać, mimo przeciwności. Masz szansę pokazać wszystkim, jak bardzo się mylili, a także tym, którzy w Ciebie nie wierzyli, a podziękować osobom, które wspierały. Nie wiem, co bym bez Was zrobiła. Wy wiecie, do kogo kieruję te słowa, bo jesteście mądre ludki. Dziękuję prosto i z serca!

Jest pewna ważna osoba, która idzie drogą wyrzeczeń, czyta nie do końca ciekawe materiały, jest blisko celu. W zasadzie już go osiągnęła. Jest w finale Olimpiady Teologii Katolickiej, który odbędzie się 4 - 6 kwietnia w Legnicy. Pamiętaj, że bez względu na zajęte miejsce, Ty już wygrałeś! Kiedy ja byłam na finale w   2011 roku, pomyślałam sobie, że to zaszczyt być wśród tylu finalistów!

sobota, 16 marca 2013

Choruję sobie

Źle się czuje, potwornie. Dusi mnie, w gardle łaskocze... Ciężko wzdycham do Gosi:
- Niedobrze mi.
- Co?
- Niedobrze mi - powtórzyłam ochrypłym głosem.
- Będziesz wymiotować? Chcesz miskę? Ja w niej zamoczyłam skarpety!
- Nie będę.

- Zjedz coś może... - zachęca Małgorzata.
- Jestem głodna, ale mi niedobrze.
- Może frytki? - pada nazwa mojego ulubionego fast fooda.
- Nie chcę...
- Bo bym ci poszła kupić. Jak frytek nie chcesz, to już nic ci nie pomoże.

- Zrobić ci palmę*?
- Nie.
- Nic nie chcesz.

*zestaw owoców ułożonych na kształt palmy

czwartek, 14 marca 2013

Studia

Na ćwiczeniach z waloryzacji środowiska szpakowaty pan rzekł, że przeskoczymy sobie ten slajd, a później do niego wrócimy. Gdy wróciliśmy, powiedział: "a to już w zasadzie zrobiliśmy" i nie czekając na nic, przełączył dalej.