Wykład z geografii regionalnej. Doktorek pyta, kto jest z geoinformacji. Znajdują się tacy, którzy podnoszą kończyny w górę. Gospodarka przestrzenna też uniosła ręce. Inne kierunki także.
- A kto jest z geografii nauczycielskiej? - pyta.
Nikt się nie zgłosił.
- No tak. A później będą dzieci uczyć...
Strony
wtorek, 27 listopada 2012
sobota, 24 listopada 2012
Rozmowy
Gosia marzy o pizzy:
- Może pójdziemy na pizzę? - patrzy na zegarek - Mamy jeszcze pół godziny.
Godzina 21:20.
- Nie jestem głodna.
- Oj, no weź, to będziesz miała na śniadanie.
- ???
- Włożysz do mikrofalówki i odgrzejesz.
- Nie mamy mikrofalówki...
- Nie masz wyobraźni...?
- Może pójdziemy na pizzę? - patrzy na zegarek - Mamy jeszcze pół godziny.
Godzina 21:20.
- Nie jestem głodna.
- Oj, no weź, to będziesz miała na śniadanie.
- ???
- Włożysz do mikrofalówki i odgrzejesz.
- Nie mamy mikrofalówki...
- Nie masz wyobraźni...?
czwartek, 22 listopada 2012
czwartek, 15 listopada 2012
Ooo matkooo!
Ćwiczenia z geografii fizycznej. Szczuplutki doktorek wyczytuje liczbę zdobytych punktów. Kiedy doszedł do Graczki i powiedział ilość punktów, rozległo się głośne:
- Ooo matkooo!!!
- Dobrze, że nie powiedziała pani "o ojcze", bo zacząłbym się zastanawiać...
- Ooo matkooo!!!
- Dobrze, że nie powiedziała pani "o ojcze", bo zacząłbym się zastanawiać...
poniedziałek, 12 listopada 2012
Egzamin
Kartografia i topografia. Wykładowca:
- Ktoś z państwa był u mnie na konsultacjach. Pytał, kiedy może napisać poprawę egzaminu. Ja mu powiedziałem, że poprawia się egzamin, który już był.
(Kartografia i topografia - egzamin - 26 listopada 2012 r.)
piątek, 9 listopada 2012
Problemy z załatwianiem spraw
Powiedzmy, że chodzi o sprawę Iks, którą jestem zainteresowana. Piszę w tym celu e-maila do pani z Dziekanatu. W odpowiedzi uzyskuję numer telefonu do Centrum Obsługi Studenta, zwanego dalej COS. Dzwonię, dowiaduję się jakichś kosmicznych rzeczy, że musiałabym złożyć wniosek na swoim wydziale w powyższej sprawie. W tym czasie przez 2 kolejne dni Dziekanat ma być nieczynny. Piszę więc kolejnego e-maila do Dziekanatu, po czym wychodzę z Domu Studenta (DS) i idę do COS. Tam czeka mnie niemiła sytuacja. Pani tłumaczy się, że to Dziekanat załatwia i wjeżdża na panią z Dziekanatu. Mówi jaka to ona niekompetentna, używa słowa "spychoterapia", bardzo mi współczuje, ja już chcę podziękować za informacje, ale pani nie zamierza skończyć. Dalej ośmiesza panią z Dziekanatu. I znów. Ja muszę tego wszystkiego wysłuchać, bo sprawia wrażenie, że mnie nie wypuści, a jak zacznę wychodzić, to posępnym wzrokiem ściągnie mnie z powrotem. Wracam do akademika, sfrustrowana, zmęczona i zdenerwowana. Dwa dni później dostaję wiadomość od pani z Dziekanatu, która uważa, że panie z COS są niekompetentne i podaje numery telefonu do - ponoć - bardziej kompetentnych pań. I pisze, że pani z COS wprowadziła mnie w błąd z tym wnioskiem, bo ja już nic nie muszę robić.
RAAAAAAATUUUUUNKUUUUUUUUUU!
poniedziałek, 5 listopada 2012
Takie tam
- Czy ten, który się Marysi podoba ma na imię Radek? - zagadnęłam.
- Bartek - rzeczowo odpowiedziała Ania.
Myślałam, że to może TEN. Aaa, że go znam! Rozmawiali nieopodal mnie o małych dzieciach. Pewnie oboje chcą mieć dwulatka, który obsługiwałby komputer, bo wyglądali na poruszonych w tym temacie.
Po chwili nadszedł SMS:
- Marysia podrywa wszystko, co się rusza
czwartek, 25 października 2012
niedziela, 21 października 2012
Ankiety
Moje pierwsze ćwiczenie terenowe - przeprowadzić pięć ankiet na temat życia na osiedlu i coś tam jeszcze, o zaufaniu do prezydenta na przykład. Wybrałyśmy się dwie na określone miejsce, konkretną ulicę i zaczęłyśmy... Początki sprawiały pewne kłopoty, ale później tak doszłam do wprawy, taka byłam miła i uśmiechnięta, zachęcając do udziału w ankiecie, że już sama nie wiem czy mój urok osobisty ich przekonał, czy może mieli dobre serce.
Najpierw trafiłyśmy na zaspanych studentów. Jest, chłopak powiedział, że nam pomoże! Zaprosił do środka i zachęcił, żeby gdzieś usiąść. Gdzieś, bo miejsca prawie nie było po imprezie. Bałagan totalny. Mój wybawca, który przełamał lody z tymi ankietami, mieszka tam dopiero dwa tygodnie. Czyli prawie nic nie wiedział o osiedlu, co tam. Pierwsza ankieta prawie w całości. Prawie, bo nie miałam już siły czytać wszystkich pytań - toż to zajęcie na pół godziny! Pouzupełniam później, ważne, że mam namiary na tych ludzi: imię, nazwisko, adres, czasem numer telefonu. Także w razie kontroli - byłam, przeprowadzałam ankietę!
Później sympatyczna emerytka, emeryt... nie dosłyszał, chyba nie bardzo zrozumiał, skąd mnie przysłali i takie tam, bo jak spytałam czy dostanę jego numer telefonu, to się roześmiał i powiedział, że taka ładna pani, to może do niego dzwonić. Jeszcze pani w średnim wieku i kobieta, której przeszkadzały drzewa. Wszystkie i wszędzie. O ile poprzednicy mówili, że podoba im się osiedle, bo dużo zieleni, o tyle ta osóbka narzekała na drzewa, liście i jak rozpoczęła swój monolog na temat wszystkiego, co rośnie, to myślałam, że korzenie tam zapuszczę.
Można spotkać różnych ludzi. I ta różnorodność jest fajna.
piątek, 19 października 2012
Otwierasz jedne drzwi, a tam...
... samo dobro. Otwierasz drugie drzwi, a tam samo zło.
Wykłady z etyki są nudne. W środowe popołudnie pan przyodziany w fioletową bluzkę i czarną marynarkę do znudzenia męczył swoją monotonią... Ton głosu, opowieści dziwnej treści (jak pierwsze zdanie rozpoczynające dzisiejszy wpis) i ten przedmiot... Wszystko to sprawia, że jak już wydostanę się na zewnątrz, nie mam zielonego pojęcia, o czym była mowa.
Raz się spóźniłam, nie wzięłam notesu, żeby sprawdzić, gdzie mamy ćwiczenia. Błąkałam się bez celu po pierwszym piętrze, przebiegłam korytarze, nigdzie nie było już mojej grupy. Mało tego, Gosia powiedziała, że zaraz będę. Czekali na mnie z kartkówką. Wpadłam do sali z ponad dwudziestominutowym spóźnieniem. Doktorek z błyskiem w oku powiedział: "straciła pani kartkówkę". No pięknie, trzy punkty w plecy, pomyślałam. Pozbawiona jakiejkolwiek nadziei po zajęciach podeszłam do tego dryblasa z fikuśnym krawatem i rzekłam:
- Może mogłabym z inną grupą napisać...?
- A dlaczego się pani spóźniła?
- Bo... bo nie wiedziałam, w której sali są zajęcia. Myślałam, że w 127, ale tam było zamknięte. I nie bardzo wiedziałam, co robić...
- A co się stało? Nie było pani na poprzednich zajęciach?
- Byłam, ale pojechałam do akademika po atlas na ćwiczenia...
Chyba tym trafiłam w jego słaby punkt. Atlas na jego ćwiczenia.
- I co ja mam z panią zrobić?
Oczy osła ze Shreka.
- Proszę usiąść, napisze pani teraz. Może być? - zawadiacko się uśmiechnął.
Studia studiami, czas leci, życie płynie.
Otwierasz trzecie drzwi, a tam same drzwi.
Wykłady z etyki są nudne. W środowe popołudnie pan przyodziany w fioletową bluzkę i czarną marynarkę do znudzenia męczył swoją monotonią... Ton głosu, opowieści dziwnej treści (jak pierwsze zdanie rozpoczynające dzisiejszy wpis) i ten przedmiot... Wszystko to sprawia, że jak już wydostanę się na zewnątrz, nie mam zielonego pojęcia, o czym była mowa.
Raz się spóźniłam, nie wzięłam notesu, żeby sprawdzić, gdzie mamy ćwiczenia. Błąkałam się bez celu po pierwszym piętrze, przebiegłam korytarze, nigdzie nie było już mojej grupy. Mało tego, Gosia powiedziała, że zaraz będę. Czekali na mnie z kartkówką. Wpadłam do sali z ponad dwudziestominutowym spóźnieniem. Doktorek z błyskiem w oku powiedział: "straciła pani kartkówkę". No pięknie, trzy punkty w plecy, pomyślałam. Pozbawiona jakiejkolwiek nadziei po zajęciach podeszłam do tego dryblasa z fikuśnym krawatem i rzekłam:
- Może mogłabym z inną grupą napisać...?
- A dlaczego się pani spóźniła?
- Bo... bo nie wiedziałam, w której sali są zajęcia. Myślałam, że w 127, ale tam było zamknięte. I nie bardzo wiedziałam, co robić...
- A co się stało? Nie było pani na poprzednich zajęciach?
- Byłam, ale pojechałam do akademika po atlas na ćwiczenia...
Chyba tym trafiłam w jego słaby punkt. Atlas na jego ćwiczenia.
- I co ja mam z panią zrobić?
Oczy osła ze Shreka.
- Proszę usiąść, napisze pani teraz. Może być? - zawadiacko się uśmiechnął.
Studia studiami, czas leci, życie płynie.
Otwierasz trzecie drzwi, a tam same drzwi.
wtorek, 16 października 2012
środa, 3 października 2012
Piernik
Rozmowa telefoniczna z Adasiem:
- Co jadłaś na śniadanie?
- Kanapki. I piernik.
- A na obiad?
- Nie miałam czasu dzisiaj iść na stołówkę.
- To co zjadłaś?
- Zupki. I piernik.
- A na kolację?
- Kolacji jeszcze nie jadłam.
- A co zamierzasz?
- Dżem kupiłam. Kanapki z dżemem. Niskosłodzonym, bo nie znalazłam innego... I piernik.
- Co jadłaś na śniadanie?
- Kanapki. I piernik.
- A na obiad?
- Nie miałam czasu dzisiaj iść na stołówkę.
- To co zjadłaś?
- Zupki. I piernik.
- A na kolację?
- Kolacji jeszcze nie jadłam.
- A co zamierzasz?
- Dżem kupiłam. Kanapki z dżemem. Niskosłodzonym, bo nie znalazłam innego... I piernik.
poniedziałek, 1 października 2012
niedziela, 30 września 2012
Hahaha
"Masakra, taki ścisk, a mi powiedzieli, że mamy szybko wbijać i zajmować miejsca, a ja się zapomniałem i wpadłem zanim ludzie wysiedli i zaczęli na mnie cisnąć..."
Pierwszy łódzki koszmar
Udałam się na ul. Piotrkowską w Łodzi, a raczej trafiłam tam przypadkiem. I tak oto, na tej ulicy, pewna pani mówiła do swojego psa:
- Ale ładnie! Rób jeszcze kupę! Jeaa!
piątek, 28 września 2012
Inauguracje
Niepewnym krokiem przekroczyłam drzwi Uniwersytetu Medycznego, badawczo rozejrzałam się wokoło i ruszyłam naprzód. Od razu podszedł do mnie pan i zagadał:
- Pani pomyliła adres. Na Piotrkowskiej ileśtam jest konkurs piękności.
- Yyy... bo ja przyszłam na... - gubiłam się we własnych słowach.
- Tak?
- Na immatrykulację centralną miałam tu przyjść.
- A ja myślałem, że na konkurs piękności, taka pani ładna.
- Dziękuję - wykrztusiłam.
- A pani jest z Uniwersytetu Medycznego?
- Nie, z Łódzkiego.
- Szkoda, bo ja wykładam na medycznym. Proszę za mną, zaprowadzę panią na aulę.
- Dziękuję.
środa, 5 września 2012
Historia Patrycji
Pamiętam jak Patrycja, koleżanka z licealnej klasy, opowiadała nam historyjkę ze swojego życia. Gdy była mała, rozmawiała ze swoją starszą siostrą, która zaczęła jej wmawiać, że jest z Domu Dziecka. Snuła opowieści, jakie tylko podpowiadała jej fantazja. W końcu Patrycja nie wytrzymała, rozpłakała się i zadzwoniła do taty. Opowiedziała mu wszystko. Tata spokojnie wysłuchał, a potem rzekł:
- Powiedz jej, że sama jest z Domu Dziecka!
- Powiedz jej, że sama jest z Domu Dziecka!
poniedziałek, 27 sierpnia 2012
środa, 1 sierpnia 2012
Step bengalu
Smsy:
Nadgarstek: maluję właśnie mój pokój
Ja: a jaki kolor?
Nadgarstek: drzewo sandałowe i stepu bengalu
Ja: weź mi napisz jaki to kolor, bo zaczynam czuć się jak facet, gdy mówi mu się "turkusowy" lub "pistacjowy"...
Nadgarstek: maluję właśnie mój pokój
Ja: a jaki kolor?
Nadgarstek: drzewo sandałowe i stepu bengalu
Ja: weź mi napisz jaki to kolor, bo zaczynam czuć się jak facet, gdy mówi mu się "turkusowy" lub "pistacjowy"...
sobota, 26 maja 2012
Anegdoty zalegające w kalendarzu ;)
Dawno nie pisałam. Głównie to dlatego, że Onet mnie zniechęcił. Ciągłe awarie na blogach od kilku miesięcy. Nic nie działało tak, jak powinno. Drugi powód to oczywiście matury. Postanowiłam w końcu wziąć się za bloga i mozolnie, kopiując każdą notkę, przenieść go tutaj. Od teraz tu będzie moje miejsce w sieci. Poniżej prezentuję anegdoty, które miały miejsce jeszcze w czasach liceum.
niedziela, 5 lutego 2012
Koło ratunkowe
Gdy wychowawca poprosi o karteczki...
aby pomóc sobie w wystawieniu ocen z zachowania.
aby pomóc sobie w wystawieniu ocen z zachowania.
Marta F.
Jestem
grzeczna, zmieniam obuwie, spóźniam się tylko na WOS. Jeszcze
okazjonalnie na religię. Przewodzę klasie i już nie egzekwuję od nich
pieniędzy. Poprawiłam się - teraz nie marnuję czasu, tylko się uczę.
Toteż prace domowe muszę spisywać. Ponadto nie denerwuję nauczycieli,
tylko psa. Bo kota nie mam.
piątek, 27 stycznia 2012
piątek, 13 stycznia 2012
sobota, 7 stycznia 2012
Subskrybuj:
Posty (Atom)
