Strony
czwartek, 25 października 2012
niedziela, 21 października 2012
Ankiety
Moje pierwsze ćwiczenie terenowe - przeprowadzić pięć ankiet na temat życia na osiedlu i coś tam jeszcze, o zaufaniu do prezydenta na przykład. Wybrałyśmy się dwie na określone miejsce, konkretną ulicę i zaczęłyśmy... Początki sprawiały pewne kłopoty, ale później tak doszłam do wprawy, taka byłam miła i uśmiechnięta, zachęcając do udziału w ankiecie, że już sama nie wiem czy mój urok osobisty ich przekonał, czy może mieli dobre serce.
Najpierw trafiłyśmy na zaspanych studentów. Jest, chłopak powiedział, że nam pomoże! Zaprosił do środka i zachęcił, żeby gdzieś usiąść. Gdzieś, bo miejsca prawie nie było po imprezie. Bałagan totalny. Mój wybawca, który przełamał lody z tymi ankietami, mieszka tam dopiero dwa tygodnie. Czyli prawie nic nie wiedział o osiedlu, co tam. Pierwsza ankieta prawie w całości. Prawie, bo nie miałam już siły czytać wszystkich pytań - toż to zajęcie na pół godziny! Pouzupełniam później, ważne, że mam namiary na tych ludzi: imię, nazwisko, adres, czasem numer telefonu. Także w razie kontroli - byłam, przeprowadzałam ankietę!
Później sympatyczna emerytka, emeryt... nie dosłyszał, chyba nie bardzo zrozumiał, skąd mnie przysłali i takie tam, bo jak spytałam czy dostanę jego numer telefonu, to się roześmiał i powiedział, że taka ładna pani, to może do niego dzwonić. Jeszcze pani w średnim wieku i kobieta, której przeszkadzały drzewa. Wszystkie i wszędzie. O ile poprzednicy mówili, że podoba im się osiedle, bo dużo zieleni, o tyle ta osóbka narzekała na drzewa, liście i jak rozpoczęła swój monolog na temat wszystkiego, co rośnie, to myślałam, że korzenie tam zapuszczę.
Można spotkać różnych ludzi. I ta różnorodność jest fajna.
piątek, 19 października 2012
Otwierasz jedne drzwi, a tam...
... samo dobro. Otwierasz drugie drzwi, a tam samo zło.
Wykłady z etyki są nudne. W środowe popołudnie pan przyodziany w fioletową bluzkę i czarną marynarkę do znudzenia męczył swoją monotonią... Ton głosu, opowieści dziwnej treści (jak pierwsze zdanie rozpoczynające dzisiejszy wpis) i ten przedmiot... Wszystko to sprawia, że jak już wydostanę się na zewnątrz, nie mam zielonego pojęcia, o czym była mowa.
Raz się spóźniłam, nie wzięłam notesu, żeby sprawdzić, gdzie mamy ćwiczenia. Błąkałam się bez celu po pierwszym piętrze, przebiegłam korytarze, nigdzie nie było już mojej grupy. Mało tego, Gosia powiedziała, że zaraz będę. Czekali na mnie z kartkówką. Wpadłam do sali z ponad dwudziestominutowym spóźnieniem. Doktorek z błyskiem w oku powiedział: "straciła pani kartkówkę". No pięknie, trzy punkty w plecy, pomyślałam. Pozbawiona jakiejkolwiek nadziei po zajęciach podeszłam do tego dryblasa z fikuśnym krawatem i rzekłam:
- Może mogłabym z inną grupą napisać...?
- A dlaczego się pani spóźniła?
- Bo... bo nie wiedziałam, w której sali są zajęcia. Myślałam, że w 127, ale tam było zamknięte. I nie bardzo wiedziałam, co robić...
- A co się stało? Nie było pani na poprzednich zajęciach?
- Byłam, ale pojechałam do akademika po atlas na ćwiczenia...
Chyba tym trafiłam w jego słaby punkt. Atlas na jego ćwiczenia.
- I co ja mam z panią zrobić?
Oczy osła ze Shreka.
- Proszę usiąść, napisze pani teraz. Może być? - zawadiacko się uśmiechnął.
Studia studiami, czas leci, życie płynie.
Otwierasz trzecie drzwi, a tam same drzwi.
Wykłady z etyki są nudne. W środowe popołudnie pan przyodziany w fioletową bluzkę i czarną marynarkę do znudzenia męczył swoją monotonią... Ton głosu, opowieści dziwnej treści (jak pierwsze zdanie rozpoczynające dzisiejszy wpis) i ten przedmiot... Wszystko to sprawia, że jak już wydostanę się na zewnątrz, nie mam zielonego pojęcia, o czym była mowa.
Raz się spóźniłam, nie wzięłam notesu, żeby sprawdzić, gdzie mamy ćwiczenia. Błąkałam się bez celu po pierwszym piętrze, przebiegłam korytarze, nigdzie nie było już mojej grupy. Mało tego, Gosia powiedziała, że zaraz będę. Czekali na mnie z kartkówką. Wpadłam do sali z ponad dwudziestominutowym spóźnieniem. Doktorek z błyskiem w oku powiedział: "straciła pani kartkówkę". No pięknie, trzy punkty w plecy, pomyślałam. Pozbawiona jakiejkolwiek nadziei po zajęciach podeszłam do tego dryblasa z fikuśnym krawatem i rzekłam:
- Może mogłabym z inną grupą napisać...?
- A dlaczego się pani spóźniła?
- Bo... bo nie wiedziałam, w której sali są zajęcia. Myślałam, że w 127, ale tam było zamknięte. I nie bardzo wiedziałam, co robić...
- A co się stało? Nie było pani na poprzednich zajęciach?
- Byłam, ale pojechałam do akademika po atlas na ćwiczenia...
Chyba tym trafiłam w jego słaby punkt. Atlas na jego ćwiczenia.
- I co ja mam z panią zrobić?
Oczy osła ze Shreka.
- Proszę usiąść, napisze pani teraz. Może być? - zawadiacko się uśmiechnął.
Studia studiami, czas leci, życie płynie.
Otwierasz trzecie drzwi, a tam same drzwi.
wtorek, 16 października 2012
środa, 3 października 2012
Piernik
Rozmowa telefoniczna z Adasiem:
- Co jadłaś na śniadanie?
- Kanapki. I piernik.
- A na obiad?
- Nie miałam czasu dzisiaj iść na stołówkę.
- To co zjadłaś?
- Zupki. I piernik.
- A na kolację?
- Kolacji jeszcze nie jadłam.
- A co zamierzasz?
- Dżem kupiłam. Kanapki z dżemem. Niskosłodzonym, bo nie znalazłam innego... I piernik.
- Co jadłaś na śniadanie?
- Kanapki. I piernik.
- A na obiad?
- Nie miałam czasu dzisiaj iść na stołówkę.
- To co zjadłaś?
- Zupki. I piernik.
- A na kolację?
- Kolacji jeszcze nie jadłam.
- A co zamierzasz?
- Dżem kupiłam. Kanapki z dżemem. Niskosłodzonym, bo nie znalazłam innego... I piernik.
poniedziałek, 1 października 2012
Subskrybuj:
Posty (Atom)
