Cudownie przyjść 30 minut wcześniej na zajęcia, bo myśleć, że zaczynają się owe 30 minut wcześniej... Poszłam więc do sklepu spożywczego.
- Co podać? - rzecze wąsaty pan.
- Jeszcze się zastanawiam - mówię i myślę: On tu nie ma nic na słono? Nic oprócz paluszków i chipsów? Ooo, są pizzerki, ale z pieczarkami... - Która z tych bułek słodkich jest najmniej słodka?
- Ta z jabłkami nie jest taka słodka i ten pączek z jabłkami
Facet, nie wierzę ci. Pączek ma lukier przecież.
- Ok, to poproszę bułkę z jabłkami.
- Coś do napitki?
- Słucham? Aaa, nie, nie, dziękuję.
Wtem odzywa się Gosia z przełomowym żartem dnia:
- Zgódź się.
*
Zaiste, wczoraj rozjechałby mnie samochód na chodniku, a dzisiaj rowerzysta.
Wczoraj stałam na chodniku i zapisywałam w notesie niezbędne informacje do wykonania późniejszej inwentaryzacji urbanistycznej. Czułam się tam bezpieczna, skoro samochody jeżdżą po ulicach, a nie po chodnikach. Prawda? Jakaś kobieta postanowiła zawrócić, wjeżdżając na chodnik (a był dość szeroki), jadąc prosto na mnie! Stoję, patrzę i NIE WIERZĘ! Zrobiłam krok w tył. Tuż przed moim butem zakręciła. Nie zatrąbiła, nie machnęła ręką, nic. Po prostu zawracała...
Dzisiaj, wracając z zajęć, oczywiście idąc CHODNIKIEM, niczego nie świadoma, nagle zostałam pociągnięta przez Gosię na jej stronę. Moja mina pewnie wyrażała mniej więcej tyle, co "???!!!!". Okazało się, że dosłownie z 20 cm za mną był rowerzysta.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz