Strony

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Rentgen

Szybkim krokiem (żeby mieć mniej czasu na rozmyślenie się) udałam się w kierunku przychodni. Zlokalizowałam właściwe drzwi i zapukałam. Nikt nie odpowiedział, więc posunęłam się nawet tak daleko, że szarpnęłam za klamkę. Zamknięte na klucz. Postanowiłam więc chwilę poczekać. Wtem zza rogu wyszedł pan w białym kitlu i rzekł do mnie:
- Już jestem!
- O! dzień dobry! To ja na pana czekałam?
Zakręcił się przede mną, wskazując drogę do małego jak przedpokój gabineciku i nakazał dokonać rejestracji.
- Co panią sprowadza?
- Dostałam skierowanie - powiedziałam szybko i podałam właściwą kartkę, by obyło się bez tłumaczeń.
- Kiedy chciałaby mieć pani wykonane to badanie?
- Jak najszybciej.
- A wyniki kiedy by pani chciała?
- Jak najszybciej. (co głupio pytasz)
Pogaworzył do mnie jeszcze chwilę, oddał skierowanie i dołożył jeszcze jedną karteluszkę, po czym nakazał iść za główną rejestracją w prawo, w lewo, w prawo, w prawo, w lewo. Gabinet nr 33.

Co ten człowiek mi powiedział?

Odwiedziłam chyba każdy centymetr przychodni, zanim usiadłam ucieszona pod właściwym pokojem.

Wstęp wzbroniony. Wchodzić tylko na wezwanie. 
Ale zapukać mogę?
Puknęłam sobie w drzwi, ale i tak nikt mi nie otworzył, ani nie zawtórował. No tak, przecież to ten sam młody człowiek, który mnie rejestrował wykonuje badanie i zaraz przyjdzie.

Żeby ułatwić sobie (i Wam) sprawę, w dalszej części będę go nazywać Zabawnym.

Drzwi obok się otworzyły, a zza nich wyłonił się Zabawny i zaprosił mnie do środka. Jaki on miły... a gdzie moje frytki? Zamknął za nami drzwi na klucz, zostawiając go w drzwiach. Przeszliśmy przez dwa pomieszczenia do trzeciego i powiedział:
- Jest pani w ciąży.

Słowo daję, zaskoczył mnie!

- Nie - mówię spokojnie, uznając to za pytanie.
- Proszę napisać: "Nie jestem w ciąży".
Biorę długopis (jedyny jaki tam widziałam) i kartkę. Sprawdziłam, co jest na drugiej stronie kartki i wtem z ust Zabawnego wymsknęło się:
- No tak, lepiej sprawdzić czy to pani skierowanie.
- Prawda? - wyczuwam sarkazm i kontratakuję.
- To teraz zrobimy tak, pani pójdzie tam i się rozbierze do pasa, zdejmie biustonosz.
- A nie można w...?
- Przykro mi, że panią zawiodłem - uśmiecha się szeroko - Proszę zdjąć.

Stałam w połowie ubrana, podszedł do mnie i coś mówił. Zabijcie, nie pamiętam ani słowa. Cały czas zastanawiałam się, dlaczego moja słodka współlokatorka mówiła, że facet wykonujący to badanie się wstydzi. On się nie wstydzi! On się gapi bez skrępowania! Oddalony o niecałe pół metra, patrzy w oczy tylko chwilę, by później zawiesić wzrok niżej. Wydawało mi się, że trwa to wieczność. Gada do moich piersi, szit.

Przeszliśmy na właściwe miejsce badania, przemierzając pół gabinetu. Stanęłam przodem do specjalnej tablicy. Zabawny przyniósł mi osłonę od pasa w dół, którą miałam sobie zapiąć. Ni stąd ni zowąd położył mi ją na pośladkach, obejmując tym od tyłu. Po czym stanął obok i obserwował mnie, gdy zawiązywałam paski od osłonki.
 Później znów stanął za mną i złapał za ręce. Chyba drgnęłam, bo powiedział:
- Spokojnie. Nie wiedziałem, że zdjęcie stanika cię zestresuje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz