Strony

niedziela, 8 listopada 2015

Podryw

Dawno nie było tu anegdoty, a ta, którą opiszę liczy już parę dobrych miesięcy. 

Gdy szłam na obronę licencjatu (a obroniłam na 5!), wracałam wtedy od Michała. Jechałam autobusem z końca świata na uczelnię (czyli z Retkini), przesiadałam się na tramwaj, a potem jeszcze szłam pieszo. I to wszystko na obcasach! 

Weszłam właśnie pod tunel (to było zanim przesiadłam się na tramwaj) i obmyślałam, idąc, którym tu wyjściem wyjść, żeby trafić akurat na przystanek tramwajowy. Poszłam najwłaściwszym (moim zdaniem) i zobaczyłam Qubus Hotel. Czyli jednak nie tędy...

Wtem usłyszałam: zgubiłaś się? i zza moich pleców, wyłonił się nagle (nie wiem, skąd) jakiś pan. Przysięgam, że nie słyszałam, żeby ktokolwiek za mną szedł! Tym bardziej tak blisko, skoro nagle stał już przede mną.
- Hehe, tak. Chciałam iść na tramwaj.
- To w tamtą stronę.
- Aha, dzięki.
Już się odwróciłam i miałam iść, a tu nagle:
- Zaczekaj... 
Czekam...
- A nie chciałabyś się ze mną umówić?
Co, proszę? Pamiętam, że spojrzałam na niego od czubka głowy aż po same buty. To musiało głupio wyglądać. Ale taki odruch. Nie przyglądałam mu się wcześniej, nawet bym go na drugi dzień nie rozpoznała.
- Mam chłopaka... - mówię tak, jak gdybym chciała, żeby nie poczuł się urażony, bo - wiadomo - odmowa w tym przypadku zawsze powoduje, że druga osoba czuje się jak dureń.
- No to co? Nie powiemy mu - odpowiada nagle i się uśmiecha.
No to mnie dopiero zaskoczyło. I nawet trochę przestraszyło.
- Nie, dzięki. Muszę iść.
- To cię odprowadzę.
W między czasie trochę pogadał o tym, gdzie pracuje, co robi i popytał o moje studia i takie inne luźne tematy. W momencie, w którym stanęliśmy przed schodami (tym razem właściwymi na przystanek), już miałam się pożegnać, gdy...
- To co? Nie umówisz się ze mną? 
- Nieee - powiedziałam i się uśmiechnęłam.
Podał mi rękę. Uścisnęłam i zobaczyłam OBRĄCZKĘ. Znowu się uśmiechnęłam, tym razem mimowolnie. Zauważył. 
- No co? A ty masz pierścionek.
Rozstaliśmy się w śmiechu, a ten pan poszedł z powrotem (co oznacza, że długi czas musiał za mną iść, a może nawet jechaliśmy tym samym autobusem).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz