Strony

poniedziałek, 8 lutego 2010

ANEGDOTY |1-10|

Uczeń ma napisać i opisać rodzaj dziesięciu zdań. Strudzony, rezygnuje po pięciu...
- Oj, bo ci się ręka przetrenuje... - mówi pani.
- I dostaniesz zakwasów! - ktoś krzyczy.

 Pawian stoi przy tablicy, próbuje rozwiązać zadanie. Matematyczka wygodnie siedzi na ostatniej ławce. Pyta:
- Co teraz zrobisz?
Pawian, nie wiedząc, jak wytłumaczyć to jakże trudne zadanie, zaczyna machać rękami.
- No, ja wiem, co mam robić!
- Aha... - odpowiada zdziwiona nauczycielka - Ale nie krzycz na mnie, bo ja się stresuję.

 Znów Pawian. Tym razem czyta pracę domową. W chwili, gdy skończył, polonistka zadaje mu pytanie:
- Dlaczego uważasz, że Kubuś Puchatek był podobny do Parsifala?
- Eee... no, bo dzielnie wybierał miód pszczołom...

 Po przerwie
Stenia: Boże! Gdzie jest moja torba?!
Ja: Pewnie gdzieś w niebie...
Stenia: Co?!

 Język polski. Nauczycielka:
- Och, jaka szkoda, że nie jestem twoją matką, bo tak byś ode mnie zarobił... A właściwie to ja się powinnam cieszyć... Co ja bredzę?
 Pani wymyśla zdanie:
- Gdy szłam do szkoły, rozpadał się...
- ... budynek! -szepczę do Kasi i obie się śmiejemy.
- No, nie. Może jednak deszcz.

 Nauczycielka stoi przy tablicy i tupie nogami, mówiąc, że zapomniała, co miała napisać. 

 Witając się z sąsiadem:
- Dzień dobry!
- Dzień dobry, dzień dobry... a czy pogoda ładna? - zagaduje.
- Nie do końca. Pada - odpowiadam.
- To czemu mówisz mi "dzień dobry"? - wpada w śmiech i idzie dalej.

 Lato. Zdarzenie sprzed roku. Inny sąsiad:
- Kruszynko, chodź tu... - czule nawołuje - Kruszynko, chodź do mnie... Gdzie jesteś? Kruszynaaa!
Po chwili zza zakrętu wybiega mały piesek.

Lekcja polskiego. Pani, ni stąd, ni zowąd:
- Czy ja jestem aniołem?
- Nie - odpowiada Stenia i robi dziwną minę.
- Nieee? Jak to "nie"?
- No... nie.
- Nie? Przecież ja przy was to mam anielską cierpliwość!
- Aaa... w tym sensie. No to tak, tak... 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz