Strony

poniedziałek, 8 lutego 2010

ANEGDOTY |11-20|

Z wczesnego dzieciństwa. Mama pokazywała mi bezpańskie psy biegające po osiedlu. Gdy zobaczyłam psa na smyczy wraz ze swoim właścicielem, krzyknęłam:
- Patrz, tam idzie pański pies!

Któregoś wieczoru weszłam do sklepu, po czym powiedziałam: "Do widzenia" i ustawiłam się w długaśnej kolejce...

Miałyśmy około dziewięciu lat. Jechałyśmy z Patką na rowerach. Pati od dłuższego czasu pokazywała mi coś po lewej stronie. W między czasie ja się zagapiłam i wjechałam pewnemu panu między nogi...

Nasza dyskusja na biologii. Próbujemy z Kasią rozgryźć, co jest na rysunku:
Kasia: To jest wątroba.
Ja: Ej, to jest chyba żołądek...
Kasia: To jest nerka!

Te słynne słowa naszej polonistki:
  • To jest proste jak konstrukcja cepa!
  • Przeżuwasz to, jak krowa na miedzy.
  • Jak zaraz trzepnę któregoś przez łeb...
  • Cisza na morzu!
  • Jak jeden mąż.
  • Zaraz wyjdę z siebie i stanę obok!
Przerwa
 Pani zastępująca:
- Zatrzasnął się sobie w WC.

 Część lekcji angielskiego polegała na naprzemiennym mówieniu zdań z wybranymi cyframi, ale tak, by druga osoba ich nie usłyszała i poprosiła o powtórzenie w kilku wersjach.
- Twenty - eight... - zaczynam rozbawiona.
- Cooo? - Kasia oczywiście nie usłyszała.
- Jak było 'procent’? - dopytuję się.
- Yyy... zapomniałam! Pytałaś już o to chyba z 10 razy!
- Mam sklerozę przecież!
- ' Kit’ you say that again, please?
- Co ty mi tu kit wciskasz? - śmieję się.
- ''Kut’! Przekręciłam wyraz?
- Taaa... - kiwam głową.
- What was that number again?
- No - odpowiadam bardzo poważnie, po czym wpadam w śmiech.

Angielski.
- Otwórzcie książki.
Kasia otwiera na końcu i krzyczy "To jest źle!"

Historia. Pani podchodzi do Banana i mówi:
- Masz uwagę za nicnierobienie na lekcji!
- Dobrze... - odpowiada.
- Nie dobrze ci? To idź do pielęgniarki.

 Informatyka. Wychowawczyni tłumaczy program do tworzenia innych programów:  
- Dziewczyny, wyobraźcie sobie, że macie takiego niedorozwiniętego męża, któremu musicie wszystko, krok po kroku, tłumaczyć. To tak, jakby taki idiota, który nie wie, jak do sklepu trafić...   
- Jak to NIEDOROZWINIĘTEGO MĘŻA?! Niedorozwiniętą żonę! - oburza się kolega.
- Nie żonę! Męża idiotę. A więc, gdybyście mu kazały iść, np. do sklepu i kupić chleb, a w jednym by nie było, to musicie wydać polecenie, żeby poszedł do następnego, bo on nie będzie wiedział, co ma zrobić i utknie w jednym miejscu.
- Niech pójdzie do hurtowni (sklep papierniczy)! - odzywa się ten sam kolega.
- Ale tam nie ma chleba - dziwi się nauczycielka.
- To niech kupi coś innego... - odzywa się zaskoczony. - Przecież jest głupi.
Pani nasza o inicjałach A.S. miała niepowtarzalny sposób tłumaczenia.
Jak miałam w liceum lekcję fizyki dotyczącą ruchu, to od razu przypomniałam sobie, jak A.S. omawiała z nami względność ruchu:
... Jak Janek jedzie autobusem to znajduje się w ruchu względem mijanych samochodów, ale jak na jankowych kolanach siedzi Zośka, która jest jego dziewczyną, to oni względem siebie są w spoczynku...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz