Czy opowiadałam już o Arabie, który próbował mnie uwieść?
Miało to miejsce w sierpniu 2012 roku w Betlejem. Zatrzymaliśmy się w hotelu Paradise na 3 dni. Od samego początku pan z recepcji uśmiechał się szeroko, prezentując ładne uzębienie. Był niski jak na faceta (mojego wzrostu). Miał koszulę w kratkę i egzotyczną urodę, na którą składała się ciemniejsza karnacja i włosy oraz brązowe oczy. Nosił też okulary. Proste, eleganckie, dopasowane, bez oprawek. Mieszkałam w hotelowym pokoju z koleżanką, Eweliną. Nigdy nie musiałyśmy prosić o kluczyk do pokoju (a więc nie musiałyśmy demonstrować swoich wątpliwych zdolności do płynnego mówienia po angielsku). Ahmed zawsze chętnie podawał klucz. Bez słowa i z szerokim uśmiechem, który odwzajemniałyśmy.
Pewnego dnia Ewelina poszła usiąść przy barze, a ja chciałam zanieść pamiątki do pokoju. Zaraz miałam do niej dołączyć. Podeszłam do recepcji, dostałam klucz (wymieniliśmy uśmiechy - jego zdecydowanie ładniejszy) i skierowałam się w stronę wind. Kiedy już wjechałam na odpowiednie piętro i weszłam do pokoju - usiadłam na łóżku i zaczęłam wyciągać rzeczy z torebki.
Wtedy ktoś zapukał do drzwi. Nieostrożnie, przekonana, że to jakaś pani przynosi intencję na najbliższą mszę*, zaprosiłam gościa do pokoju, mówiąc proszę. Pojawił się on. Chłopak z recepcji.
* akurat do nas miały spływać intencje do odczytania podczas mszy; członkowie pielgrzymki mieli przynosić karteczki z intencjami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz