- Dzień dobry, nazywam się... (to naprawdę pech, że się przedstawiłam!), mogę zająć chwilkę? - zapytałam uroczo.
- Tak, oczywiście.
- Dzwonię w sprawie ocen... Bo do indeksu wpisał mi pan piątkę, a w usosie jest czwórka.
- Ale ja nie wstawiałem jeszcze ocen do usosa - w głosie usłyszałam lekki uśmiech.
- Ale ja mam.
- Niemożliwe, dopiero w czwartek to zrobię.
Nie mogłam w to uwierzyć i wciąż ciągnęłam rozmowę:
- Możliwe!
- Proszę pani, ja nazywam się... (przedstawił się!) i uczyłem przedmiotu... (podał nazwę!)... i nie wpisałem jeszcze ocen do usosa - musiał mieć ze mnie niezły ubaw, słyszałam w słuchawce!
- Jejku, przepraszam!!! - wtem ocknęłam się, jaką gafę strzeliłam!
Okazało się, że pomyliłam nazwy przedmiotów, a ten przedmiot, z którego miałam wystawioną ocenę w usosie był w poprzednim semestrze... I, co gorsze - tak, pomyliłam nazwiska wykładowców...
nigdy nie umiałam przyporządkować nazwisk propfesorów do wykładów :-D Dlatego dziś pierwsze, co każę zapamiętać swoim uczniom to swoje nazwisko :-D
OdpowiedzUsuń