Pierwsze spotkanie klasowe - 29.06, godzina 12.00. Właściwie to nie wiem, po co tak wcześnie, ale niech im będzie. Co tam, że po spotkaniu wsiadłam w swój autobus, skasowałam bilet i wysiadłam nim kierowca zdążył odjechać. Luz.
15 lipca
(...)
- Ja nie mam rodzeństwa - mówię.
- Ja też
nie mam... Ups... mam brata! Ale takiego starego... - to Edyta - Nie
chodzę z nim nigdy, bo on jest taki wieeelki. Metr dziewięćdziesiąt!
Mama mi mówi, że jeszcze urosnę... Mam 154 cm.
- A rodzice? - pyta ktoś.
- Ci sami.
Pierwsza lekcja matematyki
Pani profesor napisała na tablicy m.in. wydawnictwo podręcznika. Trochę niewyraźnie. Któryś z chłopaków zapytał najpierw nas:
- Co tam jest napisane? Wydawnictwo ROZPALONA?
Na biologii ktoś zapytał, czy będzie sprawdzane prowadzenie zeszytów.
- Nie, nie chcę się tu bawić w gimnazjum czy podstawówkę... Chyba że jak się zestarzeję i będzie mi się nudziło...
Planując jednodniową wycieczkę, dialog między panią profesor a naszą klasą:
- Gdzie chcielibyście jechać?
Padają propozycje.
- Wolicie zwiedzać czy się integrować?
- Integrować.
- A gdzie?
- W hotelu.
Któraś z początkowych lekcji. Przemek mówi, że nie może czegoś zrobić (aczkolwiek nie wiem, czego):
- Nie mogę , bo idę na memoriał Arkadiusza Gołasia.
- O której jest? - pyta ksiądz.
- O 17:30. Będzie ksiądz?
- Taka głupia godzina... U nas jest różaniec w tym czasie. Możesz mnie zastąpić!
- Jak ksiądz pożyczy stroju... - ekscytuje się Przemek.
Dialog zapisałam w zeszycie. Na końcu zeszytu. Od religii.
- Ania tu skrupulatnie robi notatki z lekcji! - żartuje Emila.
Tylko nie to...
- Co tam masz? - musiałam księdza nieźle zaskoczyć - Narysowałaś mnie czy Przemka?
Jedna
osoba po drugiej, a potem już wszyscy zainteresowani zaczynają nalegać,
żebym oddała zeszyt. Ech, mój zeszyt. Ten od religii.
Musiałam się poddać. Ksiądz wszyściutko (wszyściutko!) przeczytał. Na głos.
PP (Podstawy Przedsiębiorczości). Pani coś wspomniała o temacie lekcji, ale tak naprawdę go nie podała.
- Jak był temat? - pytam Emilkę.
- y, co? Aaa... Jak zaoszczędzić więcej czasu?
Zapisuję takowy temat: "Jak zaoszczędzić więcej czasu?"
Jeden z Piotrków, widząc że skrobię coś w zeszycie, pyta:
- Jaki jest temat?
Odpowiadam
zgodnie z tym, co zapisywałam akurat za temat i Piotrek też zapisuje. I
jego kolega z ławki również. W pewnym momencie Emilka krzyczy:
- Ale ja nie wiem, jaki jest temat!
- Co? Przecież mi go mówiłaś.
- Ale to nie był temat lekcji!!!
Chłopcy zgodnie komentują:
- Ach, kobiety...
PP.
- Przemek, czytaj dalej - ponagla profesorka.
- Nie mam dalej.
- To co robiłeś przez ten czas?
- Ale ja się muszę iść załatwić...
Odwiedziłyśmy sobie gimnazjum.
Polonistka podczas próby, nagle:
- To oburzające! (że śnieg pada)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz