Oglądamy z kuzynką (kl. IV) Potop.
Właściwie to ja oglądam, ona mówi, mówi... i mówi. Właśnie opowiada o
nauczycielce wuefu, kiedy ja komentuję scenę w filmie, jak to Janusz
Radziwiłł leży na łożu śmierci:
- Teraz umrze - mówię stanowczo.
- Kto?! - z przerażeniem pyta Basia - Nauczycielka?!
- Zdrajca...
- ?
- No, Radziwiłł!
WOK. Profesorka do kogoś:
- Proszę cię, nie mów do mnie "TAK JEST", bo ja nie jestem osobą groźną.
Marta pyta Anię Em:
- Była mata w piątek?
- Tak, była... siedziałam z nią.
- Mata!!!
(nie Magda)
Upewniam się, czy Ania Em ma mój zeszyt:
- Masz mój zeszyt od infy?
- Nie, jutro mam infę, ale twój zeszyt mam.
W poniedziałkowy dzień tuż po feriach mają być pytani ochotnicy z mapy świata (śmiech na sali... no, okay, Dominik się zgłosił). Gdy skończył pokazywanie na bardzo przerażających mapach, p. profesor wznowiła poszukiwanie ochotników. Ja (jak to ja) złapałam kontakt wzrokowy
- Chodź. :)
- Ja się boję - przeciągam możliwie jak najdłużej.
- Widzisz! Powiedziałaś, że się boisz, a nie, że nie umiesz!
Nastała milcząca chwila. Podniosłam się z niewygodnego krzesła (choć w tamtej chwili mogłabym na nim siedzieć bez końca).
Haha, 5 dostałam.
Profesorka: Szymon, byłeś przy mapie?
Szymon: Znaczy... ja zacząłem, a pani nie skończyła...
DOPISEK:
Aga mi truje, że to było jednak tak:
Profesorka: Szymon, byłeś przy mapie?
Szymon: Znaczy... ja zacząłem, a pani skończyła...
Teraz (toż to już zamierzchłe czasy) obie wersje wydają mi się bardzo prawdopodobne.
Zerówka, historia, drzwi od jednej z sal na III piętrze nie zamykają
się. Jest jeszcze wcześnie, wiele osób wchodzi spóźnionych do klasy. Ich
reakcja, kiedy siłują się z drzwiami - bezcenna. Profesor:
- Proszę zamknąć drzwi za pomocą krzesełka.
Przerwa przed fizyką
- Trzeba to wszystko umieć? - Leo wskazuje na ostatnie tematy z fizyki.
- Tak - Ania Em rozwiewa jego wszystkie nadzieje, że może jednak nie...
- No co ty, Leo - wtrącam - nic nie musisz umieć, na jedynkę to wystarczy.
Stoimy na przystanku. Magda pyta Kasię:
- Co dostałyście na Dzień Chłopaka?
Stoję z Magdą w bramie, czekając na autobus. Magda:
- Chodź stąd, bo tu coś dziwnego spada... i bardzo wieje.
Stajemy obok. Rozglądamy się.
- Magda, ale to jest śnieg! - wyduszam resztami sił (moje chore gardło) - i on wszędzie pada
- A my przed nim uciekamy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz