Strony

piątek, 19 lutego 2010

ANEGDOTY |231-240|

Oglądamy z kuzynką (kl. IV) Potop. Właściwie to ja oglądam, ona mówi, mówi... i mówi. Właśnie opowiada o nauczycielce wuefu, kiedy ja komentuję scenę w filmie, jak to Janusz Radziwiłł leży na łożu śmierci:
- Teraz umrze - mówię stanowczo.
- Kto?! - z przerażeniem pyta Basia - Nauczycielka?!
- Zdrajca...
- ?
- No, Radziwiłł!

 WOK. Profesorka do kogoś:
- Proszę cię, nie mów do mnie "TAK JEST", bo ja nie jestem osobą groźną.

 Marta pyta Anię Em:
- Była mata w piątek?
- Tak, była... siedziałam z nią.
- Mata!!!
(nie Magda)

 Upewniam się, czy Ania Em ma mój zeszyt:
- Masz mój zeszyt od infy?
- Nie, jutro mam infę, ale twój zeszyt mam.

 W poniedziałkowy dzień tuż po feriach mają być pytani ochotnicy z mapy świata (śmiech na sali... no, okay, Dominik się zgłosił). Gdy skończył pokazywanie na bardzo przerażających mapach, p. profesor wznowiła poszukiwanie ochotników. Ja (jak to ja) złapałam kontakt wzrokowy
- Chodź. :)
- Ja się boję - przeciągam możliwie jak najdłużej.
- Widzisz! Powiedziałaś, że się boisz, a nie, że nie umiesz!
Nastała milcząca chwila. Podniosłam się z niewygodnego krzesła (choć w tamtej chwili mogłabym na nim siedzieć bez końca).
Haha, 5 dostałam.

Profesorka: Szymon, byłeś przy mapie?
Szymon: Znaczy... ja zacząłem, a pani nie skończyła...
DOPISEK:
Aga mi truje, że to było jednak tak:
Profesorka: Szymon, byłeś przy mapie?
Szymon: Znaczy... ja zacząłem, a pani skończyła...
Teraz (toż to już zamierzchłe czasy) obie wersje wydają mi się bardzo prawdopodobne. 

 Zerówka, historia, drzwi od jednej z sal na III piętrze nie zamykają się. Jest jeszcze wcześnie, wiele osób wchodzi spóźnionych do klasy. Ich reakcja, kiedy siłują się z drzwiami - bezcenna. Profesor:
- Proszę zamknąć drzwi za pomocą krzesełka.

 Przerwa przed fizyką
- Trzeba to wszystko umieć? - Leo wskazuje na ostatnie tematy z fizyki.
- Tak - Ania Em rozwiewa jego wszystkie nadzieje, że może jednak nie...
- No co ty, Leo - wtrącam - nic nie musisz umieć, na jedynkę to wystarczy.

 Stoimy na przystanku. Magda pyta Kasię:
- Co dostałyście na Dzień Chłopaka?

 Stoję z Magdą w bramie, czekając na autobus. Magda:
- Chodź stąd, bo tu coś dziwnego spada... i bardzo wieje.
Stajemy obok. Rozglądamy się.
- Magda, ale to jest śnieg! - wyduszam resztami sił (moje chore gardło) - i on wszędzie pada
- A my przed nim uciekamy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz