Patka narzeka na swoją klasę, mówi jaka to ona jest dziwna, jakie są tam
dziewczyny, że w góry nie pojadą, bo nie chcą się zmęczyć, że to, że
tamto:
- Ja jadę z twoją klasą (i nic mnie nie obchodzi, że to nie
moja klasa), bo ja nie lubię zwiedzać, a moja chce jechać do Pragi. Co
oni tam będą robili?! Zwiedzali oczywiście! Nie lubię słuchać
przewodników, jak ja tego nie lubię... Chcę jechać w góry, łazić,
wypasać się na Podhalu...
Gdyby nie to, że znajdowałam się w autobusie, to bym padła. Z całą pewnością. Ale nie było miejsca.
Podchodzi Patrycja
- Jutro nie mamy PO!
W tym samym momencie zgodnie z Magdą mówimy:
- Dzisiaj.
- No, dzisiaj. Mówię przecież.
Podczas matematyki. Ostatnio robimy funkcje.
- Co się zmienia? -
profesorka rzuca pytanie w powietrze i dalej monologuje - Argumenty się
zmieniają! Ja sobie też zmienię dekorację na tablicy.
WOK. Profesorka o kimś:
- ... mówi do mnie "tak jest". Czy ten kolega ma rodziców wojskowych? ... ja się czuję nieswojo.
Początek lekcji (zapomniałam jakiej). Profesorka sprawdza obecność, Leo zgłasza nieprzygotowanie:
- Jestem i enpe.
Zauważamy groźną minę pani
- Mam już dwa zgłoszone?! - i dostrzegamy przerażenie w oczach Leona.
- Tak.
- A, nie, ja tak tylko na zapas chciałem zgłosić...
Marysia robi zdjęcia telefonem. Właśnie w kadrze pozuje Emilka, a w roli
głównej występuje, nic innego, jak tylko - szkolny krawat, ale po
chwili zmienia pozycję (Emilka, nie krawat!). Zdjęcie jednak zostało zrobione.
- Rozmazało się... - mówię, ciężko wzdychając.
- I ściana się przesunęła! - krzyczy Marysia, można pomyśleć, że na ścianę. ;)
Historia
Marysia bardzo dziwnie zaczęła uczyć się fizyki - głowa tuż nad ławką, a dookoła blond zasłona z włosów.
-Co robisz?! - staram się szeptać.
Marysia, podnosząc się:
- Uczę się.
Ja: Myślałam, że coś zapisujesz.
Marysia: Tak! Chyba na zębie.
(...)
Marysia: Tylko niewiele tam się mieści, jak na ściągę. Potrzebne by mi było lusterko.
Lekcja WOKu, rysujemy sobie.
Ja: Pani profesor, mogę tu przyprowadzić koleżankę? Czeka na mnie, tam na ławeczce, tak sama sobie siedzi...
Pani: Nie jest z klasy, ani ze szkoły?
Ja: ... no, nie jest.
Pani: Ale nie jest osobą agresywną?
Ja: Kasia? Pani profesor... Kasia jest spokojna.
Przyszła do nas Kasia.
Ruszyłam się z domu i postanowiłam odnieść Patce zeszyt.
Lekko pada i wieje (czyli prawie mnie przewraca).
Jak zwykle chwilę rozmawiamy o różnych rzeczach. W pewnej chwili mówię,
że chyba muszę znowu iść do lekarki, bo po tym, co ostatnio przepisała -
nie do końca mi przeszło.
- Idź się lecz - reaguje nieco zmarznięta Pati.
- Dzięki, jak to zabrzmiało!
Pani profesor, tuż przed rozdaniem sprawdzianów z Potopu
- Ja nie wierzę, że przeczytaliście, ale próbujcie mi to udowodnić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz