Strony

poniedziałek, 8 lutego 2010

ANEGDOTY |41-50|

Przerwa. Nauczycielka techniki:
 - W komputer walnął mi piorun.
- I co? - interesuje się Stenia.
- I nic. W telewizor też.

 Na przerwie. Pani od techniki próbuje być stanowcza i mówi, żeby opuścić toaletę, bo za dużo nas tam weszło. Po kilku takich razach,zrezygnowana:
- Posuńcie się, idę z wami.

 - Przepraszam, pani musiała się pomylić przypadkiem. Minusa dostałam zamiast plusa. Pamięta pani, jak opowiadałam o tym i o tamtym z historii? - zagaduję miło.
- Tak, tak, ale to jest plusik.
Akurat...

- Z czego macie tą kartkówkę? - pyta polonistka.
- Z historii.    
-Wiecie, jak najlepiej się ściąga? - i nie czekając na odpowiedź -Zakłada się spódniczkę, rajstopy, pod rajstopy przykleja się taśmą ściągę i gotowe. Ja tak ściągałam na chemii i geografii, bo nic nie rozumiałam. Na historii to nie, bo bym miała przechlapane na maturze. 

Przed końcem lekcji fizyki. Pani coś tłumaczy i dyktuje. Spoglądam na komórkę w celu podpatrzenia godziny, po czym mówię:
- Nie opłaca się.
Na co gwałtownie reaguje wychowawczyni:
- Cicho bądź, zdążę!
Pani zaczyna mówić niemalże z prędkością światła. Połowa niczego nie rozumie, druga połowa nie dosłyszy, nikt nie pisze notatki. Po dzwonku:
- Zdążyłam!!!

Inna lekcja fizyki. Nauczycielka wywołuje do odpowiedzi Patkę, która wstaje i idzie w spowolnionym tempie, mówiąc:
- Ale ja nie chcę, nie umiem.
- Umiesz, umiesz. Uczyliście się razem, nie? - rzuca pytanie do Oskara.
 - Nie uczyliśmy się - wtrąca Patka.
 - Nieee? To wy się razem nie uczycie? Ja to zawsze, jak z mężem chodziłam jeszcze do liceum, to mówiliśmy, że się idziemy razem uczyć... To co wy mówicie?
Wprawiła obojga w zakłopotanie. Ktoś z klasy krzyczy:
 - Oni się przecież uczą razem - biologii!
- Fizyki! - sprzecza się pani.
- Biologii - anatomii człowieka.
- Fizyki! Wszystko się opiera na fizyce przecież! - ciągnie nauczycielka.
 - Ciało rzucone na łoże traci na oporze.
 
 Fizyka. Do klasy wchodzi polonistka i od progu mówi:
- Ja tylko sobie wejdę do dziennika na chwilkę...
 
 Poprawa kartkówki z polskiego. Pani w międzyczasie podlewa kwiatki. W pewnym momencie z podstawka zaczyna wylewać się woda, która następnie skapuje z parapetu... Polonistka energicznie przestawia plecak ucznia i mówi:
- Zdążyłam!
 
 KOSS (Kształcenie Obywatelskie w Szkole Samorządowej). Tuż po kartkówce. Pani stoi obok, lecz Kasia o tym nie wie.
- Za mało czasu było...! Jakby było więcej, to bym jeszcze ze dwa razy zeszyt otworzyła (!) - mówi oburzona.
 
 Na polskim pani czyta coś klasie na głos. Spod ściany dobiegają szmery.
- Cicho tam - rzuca polonistka.    
- Jak to nie ja - broni się uczeń.   
Pani znacząco spogląda na drugiego.
- Ja też nie! - natychmiast odpowiada ktoś inny.
Po chwili kolejni mówią:
- Ja nic nie mówiłem.
- Ani ja.        
- Ja przecież słucham - itd.  
- To co ja mam...?! Omamy jakieś?! Zwidy?! - reaguje polonistka, a potem wraca do czytania. Po chwili:
- Znowu mam omamy?
Chłopaki nieznacznie się uśmiechają, w przeciwieństwie do reszty, która już nie może wytrzymać ze śmiechu (no, przynajmniej ja).
- Zwidy mam? Ludzie, no powiedzcie! - pani ciągnie monolog - Idę po herbatę z tego wszystkiego. Zaraz wracam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz