Pani od polskiego:
- No tak, rąbnęłaś mi długopis. A ja go wszędzie szukałam!
Pisząc wypracowanie, opowiadanie z dreszczykiem, znajdowałam się właśnie w momencie, gdy duch rozmawiał z niewierną mu żoną.
- Co mógłby mówić ten duch? - zagaduję mamę, która bez zastanowienia odpowiada:
- "Nie mam ci za złe tego, że mnie zdradzałaś. Czekam na ciebie w zaświatach. Tam ci dołożę".
Rozmowa na gadu-gadu:
Ja: Przestawiłam biurko
Kasia: Ooo... Jak teraz stoi?
Ja: Tak samo.
Kasia: :D <lol 10000>
Ja: Tylko odwrotnie...
Na gadu:
Magda: Ona nawijała jak to ruskie radio!
Ja: Katarynka. :D
Magda: O, właśnie. Katarynka!
Ja do matematyczki:
- Ta mniejsza połowa.
- Nie ma mniejszych połów, połowy są równe.
- Nooo, ale mniejsza połowa... - upieram się.
- Aniu, połowy są równe - tłumaczy - mniej niż połowa.
- No, czyli mniejsza połowa! - mówię zadowolona.
Dialog pomiędzy nauczycielką a Metiu:
- Co to są lądolody? - pyta nauczycielka.
- Yyy... to są... to są takie... lądo... lody...
- Weź no powiedz swoimi słowami - ponagla pani.
- To są takie górki z lodu.
- Ja ci dam górki z lodu!
Będąc u Steni, rozmawiamy koło tego tematu:
Ja: Myślę, że prezydent źle robi, że wygłasza takie rzeczy o Rosji.
Magda (M): No! Jeszcze się do nas wojna przyplącze!
Stenia (S): Nie powinien mówić takich rzeczy, tym bardziej, że Polska nie ma żadnych szans...
M: I jeszcze mnie zbombardują!
Na tle śmiechu
S: A ja nie mam piwnicy!
Ja: Spokojnie, ja mam trzy, to cię przechowam. A tak w ogóle to lepsza byłaby ziemianka.
M: Moja babcia ma ziemiankę!
S: O, jak fajnie.
M: Tzn. miała kiedyś. Sama robiłam - mówi dumnie.
S: Ty robiłaś? Haha, chyba tylko rozkazywałaś bratu!
Ja: A duża ta ziemianka?
M: Nie bardzo.
S: Chodźcie, u mnie wybudujemy ziemiankę.
Ja: Jestem za.
M: Tylko w takich ziemiankach to jest brudno... I są robale.
Ja: To wybetonujemy!
S: Betonowa ziemianka, haha, niezły pomysł.
M: Przetrwamy.
S: Co ci ludzie w czasie wojny jedli w takiej ziemiance?
M: Głodowali.
S: O, to ja nie przeżyję...
Magda, Ola i ja idziemy chodnikiem w stronę Steni. W pewnym momencie
przejeżdżają obok nas dwa skutery i quad. Z pierwszego pokazują ’ave
szatan’, z drugiego machają, z trzeciego nic. Idziemy dalej. Widzimy na
przystanku jeden skuter i kilku osobników płci męskiej. Mijamy ich.
Ja: Myślałam, że to są CI, co jechali wcześniej.
M: Ja też.
Ja: Ale koło kościoła zauważyłam, że to nie oni.
O: A ja jeszcze przed kościołem myślałam, że to są ONI.
M: Nieee....
O: To są przecież ONI!
Ja: Nie. To są CI, a tamci ONI.
M: Właśnie. Ale jak to? Oni są CI, a tamci są ONI?
Ja: Nie. To są CI, a tamci ONI.
M: Aha.
Znowu jadą dwa skutery i quad.
O: To są CI!
Ja: Nie! To są ONI!
M: Właśnie!
O: To są CI, ja wam mówię.
Później
Magda i ja widzimy jak CI i ONI siedzą na ławce. Biegniemy do Oli:
- CI i ONI się znają!
No i nikt nie miał racji...
Technika. Pani:
- Uważaj, bo zaraz wylecisz przez okno z hukiem przez ’ch’!
Prowadzimy z nauczycielką techniki zabawną rozmowę. Cicho, zresztą po
raz drugi, do klasy wchodzi polonistka. Skrada się na palcach, robiąc
dziwne gesty, coś w stylu komedii. My wpadamy w śmiech, pani od techniki
również, myśląc, że rozbawiło nas to, co przed chwilą powiedziała. Gdy
spostrzegła, że do klasy weszła polonistka:
- No wiesz co?? Ile razy tu jeszcze przyjdziesz? I co tak cicho wchodzisz?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz