Po wigilii rodzinę naszła ochota na oglądanie czarno-białych zdjęć.
Rodzicielka chciała zabłysnąć tym, że jednak kogoś poznaje z dalszej
rodziny od strony taty. Trzymając w ręku starą fotografię, powiedziała:
- Ja ją już gdzieś widziałam...
Nagle oburzył się rodziciel:
- To jest chłopak!
Spotkanie do bierzmowania. Wikary:
- Kolego w czerwonym skafandrze,
co gadał całą Mszę pod oknami i jeszcze potem do komunii poszedł (!)
(...) no wziąć i zabić albo zagnać pod samą Jasną Górę. Powinienem cię
wywalić z kościoła albo urżnąć gdzieś...
Koleżanka: Nara... Narka... Narcia... Narciarz.
Historia. Podczas odpowiedzi:
- Kto został wtedy prezydentem? - pyta pani.
- Ignacy Krasicki - wyznaje po namyśle uczeń.
- Tak... I zaczął pisać bajki?
(Chodziło o Ignacego Mościckiego)
Matma. Przejęzyczenie:
- Marcinkiewicz! Chodź do tablicy.
Nauczycielka:
- Proszę odłożyć długopisy i inne narzędzia stukające.
Polonistka (o siostrze):
- Tyle razy kobiecie mówiłam, kiedy mam przerwy, a ona ciągle dzwoni w czasie lekcji!
Z błogiego nicnierobienia na historii wybudza mnie nauczycielka (jak ja tego nie lubię):
- Prawda Aniu, że można się dokładnie nauczyć na sprawdzian, bo dział jest krótki? - pyta, mierząc mnie wyczekującym wzrokiem.
- Yyy... tak, tak, prawda... - mówię zdezorientowana.
Magda jest w szkole, mnie tam nie ma. Magda dzwoni, ja odbieram telefon
na poczekalni. Przekazuje mi jakże ważne informacje: że podały mój
plakat pani od KOSSu i że właśnie na niemieckim robią grupowy plakat.Na
zakończenie rozmowy rzuca:
- ... kończę, bo pani się na mnie jakoś dziwnie patrzy... jakbym rozmawiała przez telefon...
Przerwa
- Dzień dobry.
- Nie wiem czy taki dobry... ale dzień dobry.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz