Strony

czwartek, 3 czerwca 2010

ANEGDOTY |311-320|

 TI. Leo, po wysłuchaniu proponowanych ocen:
- Mogę się poprawić?
- Tak, zjedz cztery budynie.
Siedzę grzecznie w ławce i tak sobie myślę... Pan od TI słynie z tego, iż mówi, że można się poprawić po zrobieniu szpagatu na suficie. A tu takie... budynie? Łatwizna przecież! Już miałam powiedzieć do Leona, żeby zjadł sam proszek, bo gdzie on pomieści te cztery budynie, ale rozmowa zaczęła toczyć się dalej.
- Jakie? - pyta zaskoczony.
- Obojętnie. Zobaczysz, jak przybierzesz na wadze.


Niemiecki. Profesorka:
- Oceny wahają się na lewo lub na prawo. Chociaż u was to bardziej na lewo.

 Podążam do szkoły (ja naprawdę jestem taka monotematyczna?!). Przechodzę obok sklepu spożywczego, z którego wychodzi jakaś pani i mówi do drugiej, która została w sklepie:
- Ty tu patrz oczami, ja idę na chwilę do auta.

 Rozmawiamy na gg. Marta i ja.
(Chyba powinnam wprowadzić jakieś rozróżnienia osób, bo czasem "Marta" w jednym wpisie nie oznacza tej samej osoby w drugim...)
- ... a mój komp się od jakiegoś czasu sam wyłącza w niespodziewanych momentach. Kuzyn mówił, że to może wirus, ale nic nie wykryto.
- Mój też tak miał!
- I co to było?
- Dałam do naprawy.
- A powiedzieli ci, co było nie tak?
- To już dawno było. Nie wiem, czy nie mówił, że coś spadło z czegoś i dlatego; że np. jak sprzątam i go przesunę to mogło coś spaść... albo poluzować się. Nie pamiętam...
- Rozumiem, możesz nie pamiętać. Ja bym już nie pamiętała :D.
- Właśnie do mnie doszło, że od tego czasu mam inny komputer :D - komunikuje Marta.

 Na ławce siedzi dwoje chłopaków, dwoje kolejnych stoi. Rozmawiają, śmieją się i takie tam.
Troje spośród nich ma granatowe T-shirty w białe, poziome paski. Prawie identyczne!
Zmówili się czy przez przypadek?
Faceci...

 Rozpoczyna się wok. No, przynajmniej teoretycznie. Zmierzam ku ławce, gdy nagle słyszę głos profesorki dochodzący zza pleców:
- Pograjcie w kółko i krzyżyk albo w pikaczu.
Mimowolnie się uśmiecham.
- Jak się gra w pikaczu? - pyta rozbawiony Patryk.
- Ech, jak macie pikaczu na telefonach, to możecie pograć. Ale żeby było cicho!

 Lekcja
- Krzysiu, zdejmij już tą słuchawkę z ucha - nalega profesorka.
- Proszę? Nie słyszę.

 - Siódme - ksiądz przydziela przykazania do opracowania.
- Nie, ja nie - protestuję (chyba kiepsko mi idzie)
- To mam wpisać piątkę? (proponowaną ocenę na koniec)
- Tak.
- Zrobisz to, to jest proste - zachęca Marysia.
- Nie, nie zrobię.
- Piątkę chcesz? - ksiądz ponawia pytanie.
- Tak - odpowiadam bez zawahania.
Dziwne, jak czasami trudno wycofać się z robienia czegoś, czego jeszcze nie przydzielono.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz