TI. Leo, po wysłuchaniu proponowanych ocen:
- Mogę się poprawić?
- Tak, zjedz cztery budynie.
Siedzę
grzecznie w ławce i tak sobie myślę... Pan od TI słynie z tego, iż
mówi, że można się poprawić po zrobieniu szpagatu na suficie. A tu
takie... budynie? Łatwizna przecież! Już miałam powiedzieć do Leona,
żeby zjadł sam proszek, bo gdzie on pomieści te cztery budynie, ale
rozmowa zaczęła toczyć się dalej.
- Jakie? - pyta zaskoczony.
- Obojętnie. Zobaczysz, jak przybierzesz na wadze.
Niemiecki. Profesorka:
- Oceny wahają się na lewo lub na prawo. Chociaż u was to bardziej na lewo.
Podążam do szkoły (ja naprawdę jestem taka monotematyczna?!). Przechodzę obok sklepu spożywczego, z którego wychodzi jakaś pani i mówi do drugiej, która została w sklepie:
- Ty tu patrz oczami, ja idę na chwilę do auta.
Rozmawiamy na gg. Marta i ja.
(Chyba powinnam wprowadzić jakieś rozróżnienia osób, bo czasem "Marta" w jednym wpisie nie oznacza tej samej osoby w drugim...)
-
... a mój komp się od jakiegoś czasu sam wyłącza w niespodziewanych
momentach. Kuzyn mówił, że to może wirus, ale nic nie wykryto.
- Mój też tak miał!
- I co to było?
- Dałam do naprawy.
- A powiedzieli ci, co było nie tak?
-
To już dawno było. Nie wiem, czy nie mówił, że coś spadło z czegoś i
dlatego; że np. jak sprzątam i go przesunę to mogło coś spaść... albo
poluzować się. Nie pamiętam...
- Rozumiem, możesz nie pamiętać. Ja bym już nie pamiętała :D.
- Właśnie do mnie doszło, że od tego czasu mam inny komputer :D - komunikuje Marta.
Na ławce siedzi dwoje chłopaków, dwoje kolejnych stoi. Rozmawiają, śmieją się i takie tam.
Troje spośród nich ma granatowe T-shirty w białe, poziome paski. Prawie identyczne!
Zmówili się czy przez przypadek?
Faceci...
Rozpoczyna się wok. No, przynajmniej teoretycznie. Zmierzam ku ławce, gdy nagle słyszę głos profesorki dochodzący zza pleców:
- Pograjcie w kółko i krzyżyk albo w pikaczu.
Mimowolnie się uśmiecham.
- Jak się gra w pikaczu? - pyta rozbawiony Patryk.
- Ech, jak macie pikaczu na telefonach, to możecie pograć. Ale żeby było cicho!
Lekcja
- Krzysiu, zdejmij już tą słuchawkę z ucha - nalega profesorka.
- Proszę? Nie słyszę.
- Siódme - ksiądz przydziela przykazania do opracowania.
- Nie, ja nie - protestuję (chyba kiepsko mi idzie)
- To mam wpisać piątkę? (proponowaną ocenę na koniec)
- Tak.
- Zrobisz to, to jest proste - zachęca Marysia.
- Nie, nie zrobię.
- Piątkę chcesz? - ksiądz ponawia pytanie.
- Tak - odpowiadam bez zawahania.
Dziwne, jak czasami trudno wycofać się z robienia czegoś, czego jeszcze nie przydzielono.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz