Strony

środa, 22 marca 2017

Filet z kurczaka

Niewielki osiedlowy market.
Za ladą stoi młoda kobieta (pewnie jeszcze nastoletnia), o ładnych rysach twarzy, z nienagannym makijażem i długimi brązowymi włosami spoczywającymi na jej ramionach. Kasuje zakupy Pana P. Biorąc do ręki podwójną pierś z kurczaka, rzecze uroczo:
- Wszystkie te piersi układają się w kształt serca... - po czym układa mięso po drugiej stronie lady i  skierowane w stronę Pana P., ugłaskuje na kształt serca... 

Soczek

Koleżanka mówi:
- Byłam w Netto, stałam przed sokami i zastanawiałam się, który wziąć. Jakaś kilkuletnia dziewczynka wybierała soczki. Pech chciał, że niezdarnie przewróciłam szklaną butelkę soku, roztrzaskała się i pochlapała tego dzieciaka. Dziewczynka pobiegła kawałek dalej, wołając: tatusiu! Podniosłam wzrok. Powiedziałam dzień dobry. To był nasz wykładowca...

piątek, 10 marca 2017

Człowiek jest istotą zbyt emocjonalną. Myśli, odczuwa, analizuje. Do czego to się sprowadza? W swoim czasie każdy umrze. Co towarzyszy śmierci? Strach przed unicestwieniem? Przed tamtą stroną? Raźniej żyje się temu, kto wierzy w istnienie nadprzyrodzonej siły, która się nim opiekuje. Wygodnie jest założyć, że Ktoś jest. Wygodniej jest umierać każdego dnia ze świadomością, że to dopiero początek...

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Przeszłość nie istnieje. Była kiedyś, nie ma jej dzisiaj. Zlepek wspomnień, emocji, obrazów...

wtorek, 18 października 2016

29 września

Myślę, co napisać. Nie jest łatwo, bo nie wiem, od czego zacząć. Czy od miliona spraw, które pozostały do załatwienia? Nie, ich nie warto wymieniać. Od strachu i koszmarów? Chyba też nie. A od czego?

29 września całe popołudnie i wieczór spędziłam sama w domu. Oglądałam telewizję, youtube'a, robiłam obiad na następny dzień. Parzyłam melisę i piłam ją zamiast herbaty. Mówią, że pomaga. Mówią też, że czas leczy rany. Nie jestem przekonana...

Cały ten dzień nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Próbowałam zająć się różnymi rzeczami - z dość marnym skutkiem. Nie umiem wytłumaczyć, dlaczego, ale czułam wewnętrzny niepokój. Piłam melisy, żeby się uspokoić. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego się denerwuję. Czułam się nieswojo, a później bałam się, choć nie wiedziałam, co jest tego powodem. Mogłam się tylko domyślać, ale wiele razy zastanawiałam się czy tata jeszcze żyje, jak był w ciągu alkoholowym. I zawsze okazywało się, że spada na cztery łapy. Dosłownie i w przenośni.

Nie wiem, na ile to istotne i ile wniesie do całości, ale podczas tego popołudnia miałam jedną dziwną sytuację. Leżałam na łóżku w swoim pokoju, twarzą skierowaną w stronę drzwi. Trzymałam w ręce telefon, bo oglądałam na nim filmiki na yt i nie potrafię wytłumaczyć, czemu, ale w pewnej chwili... nagle... spojrzałam na drzwi i zawiesiłam na nich wzrok. Poczułam się jeszcze bardziej nieswojo, ale uspokajając się słowami, że przecież nic się nie dzieje, wróciłam do oglądania. Za jakiś czas szłam do łazienki i bardzo się bałam. To takie uczucie, że boisz się, choć nie wiesz, dlaczego. Bije ci serce szybciej niż normalnie i nie możesz tego opanować. Siebie opanować, swoich nerwów, które jakby na złość tobie postanowiły cię dręczyć. A przecież nic się nie dzieje...

Przyszła mama. Chciała iść do taty. Był w mieszkaniu obok. Odciągałam ją od tego pomysłu, mówiąc, że przecież już wiele razy była cisza i okazywało się, że wszystko w porządku. Jeśli można tak to ująć... Bałam się jeszcze bardziej, gdy powiedziała, że tam idzie, że przecież trzeba sprawdzić. Nie poszłam z nią. Bałam się. Zostałam w swoim pokoju z telefonem w ręku. Stałam i czekałam, co usłyszę. Był to głos mamy. Nie brzmiał dobrze. Mówiła do niego przerażona, wołała go. W tym momencie stałam już na korytarzu. Zdecydowałam się tam wejść. Po chwili wyciągnęłam mamę za rękę stamtąd. Przyszłyśmy do mieszkania. Czułam, że się trzęsę. 

Wykonałam telefon pod 112. Wiedziałam, że jeszcze moment muszę się trzymać. Pani spisała wszystkie dane i choć powiedziałam na samym początku, że znalazłyśmy tatę... że nie żyje..., to później jeszcze zapytała, czy żyje... Poczułam się odpowiedzialna za to, co mówię i wykrzyczałam jej, że nie wiem... Czułam się bezsilna i sfrustrowana tym pytaniem... Kazała sprawdzić. Czy się klatka piersiowa unosi. Poszłam tam, z telefonem przy uchu, stanęłam nad ciałem i patrzyłam. Oczywiste, że nic się nie ruszało... 

Jak byłam dzieckiem i zabrano mnie na pogrzeb dziadka, stałam przy jego otwartej trumnie i na niego patrzyłam. Wydawało mi się wtedy, że jego klatka piersiowa unosi się i opada...

Tata się nie ruszał. Był biały. Nie bez powodu mówi się blady jak śmierć.