Strony

środa, 8 grudnia 2010

ANEGDOTY |341-350|

Profesor na WOSie (ten sam z historii) opowiada anegdotę o kimś ze swojej rodziny:
- Teraz jest prawnikiem, ale jak był dzieckiem i pewnego dnia przyszedł z przedszkola, powiedział do swojego ojca "chuju". Ojciec od razu wyciągnął pas i... wiecie. Klasyczna rodzina.
Synek: Tatusiu! Tatusiu! Ja nie wiedziałem, że to jest gorsze od skurwysyna!

środa, 6 października 2010

ANEGDOTY |331-340|

Informatyka, lepsza wersja:
- Dziecko, ty jesteś nowe?
- Nie, wyprane w Perwollu.
Prawdziwa wersja:
- Dziecko, ty jesteś nowe?
- Nie...
- Bo ja z daleka słabo widzę. Zagraj w totolotka, będziesz bogata.

niedziela, 4 lipca 2010

ANEGDOTY |221-330|

Wspominałam kiedyś, że Justyna powiedziała do katechetki, że nie pamięta, gdzie się urodziła? Była wtedy przerwa (w gimnazjum),akurat ja się napatoczyłam i rzekłam, że też nie pamiętam. Zauważyłam lekkie zdziwienie Justyny, która zaraz dodała "no właśnie" (jako silny argument pomagający w sprawie), ja natomiast odparłam, że takich rzeczy się nie pamięta. Katechetka wybuchnęła śmiechem. Justyna też. Jak wszystko zrozumiała.
Mówiłam, że bywam ironiczna?
No co ja na to poradzę.

czwartek, 3 czerwca 2010

ANEGDOTY |311-320|

 TI. Leo, po wysłuchaniu proponowanych ocen:
- Mogę się poprawić?
- Tak, zjedz cztery budynie.
Siedzę grzecznie w ławce i tak sobie myślę... Pan od TI słynie z tego, iż mówi, że można się poprawić po zrobieniu szpagatu na suficie. A tu takie... budynie? Łatwizna przecież! Już miałam powiedzieć do Leona, żeby zjadł sam proszek, bo gdzie on pomieści te cztery budynie, ale rozmowa zaczęła toczyć się dalej.
- Jakie? - pyta zaskoczony.
- Obojętnie. Zobaczysz, jak przybierzesz na wadze.